Diagnoza – rak. Szok, niedowierzanie, przerażenie, złość (na siebie, na los)…

Diagnoza – rak. Szok, niedowierzanie, przerażenie, złość (na siebie, na los). Stawia wszystko pod znakiem zapytania. Co ze mną, z moimi planami? Dziecko, bieganie, góry, praca, dom, moje codzienne fajne życie? U Was też tak było/jest?

‘Nie jedź teraz, najpierw badania”. Tak pojechałam na Śnieżkę przy temperaturze odczuwalnej -24. Chciałam jechać, bo wiedziałam już że albo długo nie ruszę w góry, albo już wcale. Oprócz guzów wtedy miałam jeszcze straszne wyniki krwi, które wg dr google wskazywały na białaczkę (jak u mojej mamy)😊

Wróciłam, zrobiłam badania, rozpoczęłam leczenie raka piersi (bez białaczki) i wszystko poukładałam. Jak nie mogłam biegać, spacerowałam. Jak miałam siłę biegać to czasami nawet do dyszki dociągnęłam. Wolniej, znacznie wolniej, ale radość była. W góry tez polazłam, na Rysy, w trakcie chemii. Ze spadochronu skoczyłam… W domu wszystko ogarniałam, wolniej, ale bałaganu nie było. Żyłam jak przed chorobą, zakupy, knajpy, kino, znajomi, imprezy. Czasami wolniej, mniej😄

Ograniczenia które stawiała przede mną choroba starałam się pokonywać lub zamieniać na to co w danym momencie mogę, potrafię. Ten pierwszy szok, który wali nam po twarzy, kiedyś mija. Wtedy jest czas żeby pomyśleć jak chce przez to przejść. Czy zamknąć się w sobie, w swoich 4 ścianach (później będziesz tego żałować) albo żyć jak dotychczas, może nawet lepiej. Nasze działania są konsekwencją naszych myśli (Albert Ellis)😄

Tak mnie naszło, jak mi faceebok wczoraj przypomniał że 2 lata temu byłam na Śnieżce. Wtedy, nie mówiąc nic nikomu, myślałam że to ostatni raz😉😄

Sprawdź również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *