Jaki jest mój RAK 😊

O tym, że jestem chora, dowiedziałam się w dość dziwny sposób. Było to między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem. Śniła mi się moja mama, która miała białaczkę i zmarła jak miałam jedenaście lat. Obudziłam się wtedy i poczułam że bardzo boli mnie prawa pierś. Zaczęłam dotykać i wyczułam dwa duże zgrubienia. Dzień wcześniej byłam na badaniach okresowych w medynie pracy. Wyniki mogłam sobie ściągnąć z ich strony, wiec zaraz rano sprawdziłam czy już są. Kilka parametrów nie było w normie. Wystraszyłam się tego trochę. Kilka zbiegów okoliczności, przede wszystkim mama która dawno mi się nie śniła … Zaraz po nowym roku, na początku stycznia, zaplanowałam wejście zimą na Śnieżkę. Wiedziałam że muszę teraz, nikomu nie mówiłam dlaczego. Nie chciałam robić badań wcześniej, bo pewnie bym już nie weszła. Obiecałam sobie że zrobię badania zaraz po powrocie i tak przedłużałam do połowy stycznia..

16 stycznia poszłam w końcu na usg, tak na szybko, do ginekologa, który miał gabinet obok biura. Zrobił mi badania, mówi że coś tam jest, pozaznaczał. Usiadł ze mną później przy biurku, napisał na kartce dwa nazwiska z numerami telefonów. Powiedział, że to są namiary na dwóch chirurgów onkologów i mam jak najszybciej się z nimi skontaktować, najlepiej jeszcze dzisiaj. Powiedział mi tez, że mam w piersi 2 duże guzy, które się rozlewają, nie widzi konturów i muszę to szybko zbadać.

Na następny dzień skontaktowałam się z lekarzem, którego trochę znałam… Umówiłam się z nim na czwartek rano na badania  w szpitalu. Zrobił mi biopsję. Pobierając materiał do badań już mi powiedział że wg. niego jest to rak.. Zdziwiona byłam, że po takiej malej próbce tak ocenił. Stwierdził wtedy, ze zna się na tych próbkach i nie chce mi zostawiać złudzeń. Wyniki miałam po 6 dniach.. Zadzwonił do mnie o 8 rano, że mam natychmiast przyjeżdżać, że musimy porozmawiać i zrobić dalsze badania. Potwierdził mi wtedy ze jest to nowotwór. Pojechałam, wytłumaczył mi jaki, zrobił kilka pierwszych badań w kierunku przerzutów i umówił mnie na konsylium.

Na tym konsylium jeszcze byłam, zaplanowali mi operacje itd., ale wtedy już wiedziałam, że nie chce dalej się tam leczyć i u tego lekarza. W tym samym czasie szukałam innego specjalisty. Udało mi się dostać szybko do Pani Profesor, bardzo dobrego chirurga onkologii. Na tej wizycie okazało się, że nie miałam wszystkich badań zrobionych. Zaczęły się nowe, z pomocą Pani Profesor, wyniki znowu miałam w trybie pilnym. Po 6 dniach byłam już na kolejnym konsylium, po czym w ciągu 2 dni miałam dostać już chemię.

Zastanawiało mnie wtedy dlaczego tak szybko wszyscy się mną zajęli. Czy to dlatego, że mój rak jest tak złośliwy, czy ze względu na mój wiek?  Interpretowałam wtedy swoje wyniki również w internecie.. wyczytałam tam że będę żyć jeszcze jakieś 18 miesięcy… To był ostatni raz kiedy czytałam internet i stawiane tam diagnozy, statystyki.. Poddałam się lekarzom, którym zaufałam. Przestałam analizować swoje wyniki i tak naprawdę jak mnie ktoś zapyta, nie wiem dokładnie jaki jest ten mój. Powiedzieli mi że złośliwy, przerzutowy i chemia będzie na niego działać. Mimo chemii czeka mnie mastektomia i wycięcie wszystkich węzłów.

Miałam 2 guzy w piersi prawej i jeden 1 cm w węzłach chłonnych. Później z tych dwóch zrobił się jeden o wielkości około 5 cm. Może się wydać dziwne, ze nie zauważyłam czegoś tak dużego. W sumie to myślałam, że na takiego raka jestem jeszcze za młoda. Na drugiej chemii okazało się, że wyszły mi kolejne 3 mniejsze, w tej samej piersi. Znowu zaczęły się badania w kierunku przerzutów. Jakoś się nimi nie przejmowałam. Wiedziałam że nigdzie więcej nic nie mam. Wtedy też, zamiast na tym co mam, skupiłam się na tym jak to zniszczyć. Czytałam książki i internet o tym co powinnam i jak jeść, pić, co zażywać. Słuchałam Was i tego co doradzaliście. Kąpałam się i kąpie w ziołach. Korzystałam z zabiegów refleksologii. Na początku pytałam się lekarzy o to wszystko, czy mogę. Część z tego nie kazali, na resztę dziwnie patrzyli, dla nich ważna była chemia.. Przestałam pytać, obserwowałam swój organizm i to jak i na co reaguje. W połowie kwietnia okazało się, że z tych wszystkich guzów, został mi tylko jeden mały. Z tego 5 cm zrobił się taki poniżej 1 cm. Sami lekarze wtedy się dziwili. Teraz nie mam już żadnych.

W połowie maja dostałam z innej placówki wyniki genetyczne. Mam mutację genów BRCA1. Powiedziano mi, że przy tej mutacji i przy moim nowotworze w 80-90% będę miała w najbliższym czasie kolejnego raka, piersi, jajników. Postanowiłam wtedy, ze usuwam to wszystko jak tylko się wyleczę. Moja mutacja nie koniecznie musi pochodzić od „przodków’, mogła powstać we mnie. Teraz badają się najbliżsi, zobaczymy skąd to mam 😊

17 sierpnia mam pierwszą, planowaną wcześniej operację, mastektomia i wszystkie węzły. Po tym jeszcze radio, żeby zniszczyć wszystko do końca. Jak tylko dojdę do siebie ustaliłam z lekarzami, że zaraz usuwamy jajniki. Z druga piersią muszę poczekać trochę, bo radio naruszy strukturę tkanki, a chcę żeby ta operacja usuwania była zaraz z rekonstrukcją. Dopiero później, na końcu, rekonstrukcja tej po raku. Tym samym będę miała fajne, nowe cycki. Obecne, przez te wszystkie badania, trochę mi je zniszczyli😊

Krótko przed diagnozą, zimą, była Śnieżka. Teraz, przed operacją, chcę wejść trochę wyżej 😊

to

Sprawdź również

2 komentarze

  1. Aneczko i wejdziesz:):):) Jesteś WIELKA!!! Trzymam za Waszą „Czwóreczkę” kciuki, jestem z Wami i wierzę mocno, że jutro Was zobaczę razem na zdjęciu”
    z tamtąd” 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *