Moja biała chemia – kolejny etap leczenia 😊

Białą chemię, Paclitaxel, miałam dostać 12 razy, co 7 dni. Na pierwszą pojechałam 13 kwietnia w czwartek, 3 tygodnie po ostatniej czerwonej. Niestety wyniki, w szczególności białe krwinki, miałam dużo poniżej normy. Odesłali mnie do domu, z takimi wynikami nie mogłam dostać chemii. Wtedy też zrobiono mi usg, po którym byłam bardzo szczęśliwa. Zniknęły prawie wszystkie guzy. Wróciłam do domu, zwiększyłam dawkę zdrowego jedzenia i po kilku dniach wyniki wróciły do normy. 18 kwietnia dostałam pierwszy biały wlew. Dzień przed takim podaniem musiałam zażyć 12 tabletek wstrętnych sterydów. Obiecali mi, że z każda chemią dawka ta będzie się zmniejszać. Dodatkowo przy każdym wlewie dostawałam jeszcze jeden steryd, w zastrzyku. Po tym przepisywano mi znowu do domu zastrzyki na wzrost białych krwinek, po których znowu łamało mnie w kościach.

Po tej chemii czułam się nawet dobrze. Tego samego dnia miałam dużo energii i bardzo chciało mi się jeść. Miałam ochotę na wszystko.. Do tego strasznie puchłam i zatrzymywała mi się woda w organizmie. W ciągu 2 dni moja waga rosła nawet o 4kg, później stopniowo spadała. Czułam się wtedy jak kulający się balon. Po 2 dniach zaczęłam czuć też jakiś metal w jamie ustnej. Dziwne było to uczucie, nie smakowała mi wtedy nawet woda, drażniła, a z drugiej strony miałam duże pragnienie. Wtedy też niestety dużo piłam Pepsi i Coca Coli. Zauważyłam, że po nich nie czuję tak tego metalu. Cały czas też starałam się zabijać ten smak przekąskami. Skupiłam się na zdrowych przekąskach. Trafiłam na dobry okres, zaczęły się truskawki, czereśnie, maliny, borówki, pomidory koktajlowe. Jadłam to cały czas.😊

Po drugiej białej chemii zaczęłam się źle czuć. Coś dziwnego działo się z moimi nerkami. Bardzo mnie bolały, nie mogłam się ruszać. Do tego czułam się bardzo słabo. Poszłam do lekarza rodzinnego, dostałam jakiś jednorazowy lek. Oczywiście zbytnio się tym nie przejęłam. Wzięłam jeszcze jakieś leki przeciwbólowe i poczułam się lepiej. W piątek pojechałam jeszcze odebrać auto od mechanika. Wracając już czułam się strasznie. Na zmianę było mi zimno i gorąco, strasznie bolały mnie nerki, cały czas chciało mi się sikać. W domu wzięłam gorący prysznic, leki przeciwbólowe, coś na nerki  i położyłam się spać. Nie do końca wiedziałam już co się ze mną dzieje. Tej nocy nie pamiętam. Obudziłam się w sobotę rano, Waldka nie było już w domu. Nie byłam w stanie wstać z łóżka. Wstawałam wtedy tylko na chwilę po coś do picia, do łazienki i dalej do łózka. Bardzo wtedy chciało mi się pić, nic nie jadłam. Znowu na zmianę było mi gorąco i zimno. Co chwile ktoś dzwonił i pisał, ale nie byłam w stanie nawet rozmawiać. Nie chciałam żadnych lekarzy ani szpitali, chciałam święty spokój w swoim łóżku. Późnym popołudniem Waldek i kilka osób w końcu nie wytrzymało. Zrobili jakiś szum, w domu pojawiła się siostra i Wojtek. Zadzwonili po lekarza. Pani Doktor przyjechała, powiedziała że ona nie umie mi pomóc i że mają zadzwonić zaraz po pogotowie. Zmierzyła mi wtedy tylko temperaturę (miałam ponad 42 stopnie) i ciśnienie (spadło mi do 80). Nie chciałam żadnej karetki, zabroniłam dzwonić. Powiedziałam ze sama pojadę do szpitala. Lekarka powiedziała że mam wziąć przed wyjazdem jakiś lek przeciwgorączkowy i przeciwbólowy, bo nie dojadę, nawet jako pasażer. Lek wytrzymał kilkanaście minut. Do szpitala dojechałam już mało świadoma. Ledwo doszłam na SOR.  Później już mało co pamiętam, poddałam się. Nie byłam w stanie już nawet iść. Nie wiedzieli co się ze mną dzieje, powiedziałam lekarzowi tylko że coś nie tak mam z nerkami. Zaczęły się jakieś badania. Pamiętam tylko że było mi znowu strasznie zimno, że wszystko mnie drażniło. cała się trzęsłam. Co chwile podłączali mi nowe kroplówki. Pamiętam też, jak przez mgłę, bardzo miłą Panią Pielęgniarkę. Miałam wrażenie, że jest cały czas obok. Przykrywała kocami, bo trzęsłam się z zimna. Przebierała mnie i suszyła mi ubrania, bo jak się przebudzałam to byłam co chwilę inaczej ubrana. Trwało to kilka godzin. Wtedy też było mi obojętne, co się ze mną stanie. Było mi tak strasznie źle. Chciałam tylko, żeby to się już skończyło, nie ważne jak. W końcu zaczęłam przytomnieć i poczułam się lepiej. Wtedy też zaczęłam męczyć lekarza, że chce już do domu. Chciałam jak najszybciej być już w swoim łóżku i mieć spokój. W końcu mnie wypuścili. Wróciliśmy późno w nocy. Czułam się wtedy nawet dobrze i cieszyłam się że najgorsze za mną. Niestety, jak zeszły leki, znowu to wróciło. Nie chciałam już do szpitala. Zapisali mi leki i antybiotyk, liczyłam że to mi pomoże. Kolejne męczarnie trwały jeszcze 2 dni, zanim antybiotyk zaczął działań. Odpływałam, traciłam świadomość. Waldkowi powiedziałam wtedy, że czasami czuje jakbym umierała i że może wezwać karetkę dopiero wtedy, gdy przez dłuższy czas nie będzie ze mną kontaktu. Jak złapałam chwile kontaktu napisałam tylko najbliższym krótkiego sms, tak jakbym chciała się pożegnać. Był to czas kiedy było dla mnie bez znaczenia już co ze mną będzie, byle się to już skończyło, bez znaczenia jak. Całą ta chemia doprowadziła mój organizm do tego stanu, rozwaliła mi nerki… Był to chyba też taki czas, gdzie do końca już przestałam się bać, wszystkiego, życia, śmierci, choroby… Czas który też pokazał mi, że ze wszystkim dam sobie radę i czas zacząć korzystać z życia na maxa.😊

Po tym, musiałam trochę odczekać, żeby przyjąć kolejną chemię. Wtedy też, przy 3 podaniu, stało się coś dziwnego. Jak zawsze badania, wyniki OK. Podłączyli mi chemię, wróciłam na swoje miejsce. Komputer na kolana i pracuję. Gdzieś zaczęłam dzwonić. Przerwałam, bo poczułam, jak zaczyna mnie mdlić i zaraz zwymiotuję. Zaczęło mi się też robić gorąco i miałam trudności z oddychaniem.  Oddychało mi się coraz gorzej, aż w końcu czułam że tracę oddech, a że była w szpitalu to reakcja lekarzy i pielęgniarek była natychmiastowa. Odłączono mi chemię, w to miejsce przez port podano zaraz mi jakieś leki. Podłączono mi jeszcze jakieś urządzenia. Po kilku minutach wszystko wróciło do normy. Okazało się, że to jest reakcja uczuleniowa, na chemię. Położyli mnie blisko pielęgniarek, na obserwacji. Za jakiś czas podłączyli mi chemię ponownie, powoli, i było już dobrze. Po tych lekach byłam strasznie śpiąca, ale też chciało mi się śmiać, nie wiem dlaczego… Pytały mnie wtedy pielęgniarki, z czego mam taka radość. Prawie odjechałam a teraz się cieszę. Chyba dlatego się cieszyłam. Po raz drugi nie udało im się mnie wykończyć 😊

Później otrzymałam wyniki genetyczne, mutacja genów,  przez co postanowili mi dodać do chemii jeszcze Karboplatynę. Czułam się po tym bardzo źle, osłabiona, do tego znowu mnie mdliło. Zakazano mi większego ruchu, biegania itp. Planowałam wtedy Nocny Półmaraton we Wrocławiu, niestety musiałam odpuścić. Karboplatyna bardzo obniża białe krwinki, z którymi i tak miałam duży problem. Miały mi też ponownie wypaść włosy.. Włosy zostały, jedynie się przerzedziły, na czubku głowy. Przerzedziły się też brwi i rzęsy. Na kolejnym wlewie zapytam się na ile Karboplatyna u mnie jest leczeniem, a na ile profilaktyką. Była profilaktyką, do tego strasznie obniżyła mi białe krwinki, a że tak planuje usunąć jajniki i pierś, odmówiłam jej przyjmowania.

Biała chemia jest znacznie przyjemniejsza niż ta czerwona. Tutaj wkurzały mnie sterydy i dawki jakie musiałam przyjmować. Później sama zaczęłam brać ich mniej, przyznawałam się lekarzom po fakcie. Na końcu tego cyklu sami zmniejszali mi już ilość tabletek, finalnie doszło tylko do 6. Po tych sterydach dostałam druga brodę, większa szyję, cellulit. Ogólnie zrobiłam się większa i opuchnięta. Z czasem, przy odpowiednim żywieniu i odpowiedniej aktywności fizycznej, i to schodzi. Wkurzający był tez ten smak metalu w ustach, ale trwał 2/3 dni i mijał.

Pewnie to wiecie, ale nasz organizm i nasza głowa wiele może przetrwać. Ja wiem to po swoich doświadczeniach. Po tym wszystkim wiem też, że każde z nich buduje nas jeszcze bardziej i daje siłę do dalszej walki. Bywają gorsze dni, gorsze momenty, ale u mnie one szybką miną. To wszystko uświadomiło mi, że nie należy się poddawać. Teraz wiem, że operacja, która już za kilka dni, będzie błahostką. Nie boje się jej, jedynie wkurzam, że tyle czasu tam spędzę i nie będą mogła się ruszyć poza szpital. 😊

Sprawdź również

3 komentarze

  1. Witam Aniu , właśnie moja mama zaczęła brać biała chemię i strasznie złe się czuje , tak jak Ty spuchła i nie może nic jeść bo wszystko jej „wylatuje „ czy masz jakaś radę jak sobie z Tym radzić ? Trzymam za Ciebie mocno kciuki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *