Moja chemioterapia i moje włosy 😊

6 lutego, na konsylium, zdecydowano, że moje leczenie zaczynamy od chemioterapii. Chemia czerwona, po której wypadną mi włosy. Dzień wcześniej postanowiłam, że jeśli tak będzie, ścinam włosy i oddaje dla fundacji Rak”n”roll. Całe szczęście na mojej domowej miarce miały ponad 25 cm, czyli tyle ile muszą mieć minimum, żeby mogły się komuś jeszcze przydać. O swoich planach oddania powiedziałam lekarzom. Stwierdzili, że jeśli chcę ściąć i oddać mam na to 2 dni. Jak już dostanę chemię to te włosy do niczego się nikomu nie przydadzą.

Zaraz po wyjściu z konsylium skontaktowałam się z moją fryzjerką, do której trzeba się zapisywać z miesięcznym wyprzedzeniem… Opisałam Angelice co i dlaczego chcę zrobić. Znalazła dla mnie termin nazajutrz na godzinę 18.

Do fryzjera poszły ze mną dwie bliskie mi dziewczyny, Madzia i Ada. Zrobiły mi ostatnie zdjęcia w długich włosach i zaczęła się akcja ścinanie. Poryczałam się wtedy, ale tak krótko, trochę było mi ich szkoda.  Najpierw Angelika splotła mi warkoczyki, włosy oddawane do fundacji muszą być splecione.. Finalnie zrobiła mi bardzo fajną krótką fryzurkę 😊

19512228_1469531689736559_1059496323_n18741171_1469534083069653_84958010_n

Po fryzjerze poszłyśmy do knajpki, później do domu. Zrobiłyśmy zdjęcia, które wrzuciłam na swój profil FB. Zmiana fryzury wywołała duży szum wśród znajomych, dlatego do szpitala pakowałam się późno w nocy. Część z Was wiedziała dlaczego, część się wtedy domyśliła ale większość pomyślała ze to po prostu „czas na zmiany” 😊. Super czułam się w nowej fryzurze. Super czułam się z tym, że moje włosy komuś się przydadzą. Dla mnie był to pewien rodzaj terapii 😊

 

Nowe, krótkie włosy miałam przez 17 dni. 9 lutego dostałam pierwszą chemię. 13 dni po chemii zauważyłam że zaczynają powoli wypadać. 14-stego dnia po pierwszym wlewie, gdy miałam kolejną chemię, włosy  przestały mi się w ogóle układać. Były jakieś takie lejące, słabe.

W piątek, 15-stego dnia po chemii stwierdziłam, że najwyższy czas je zgolić. Nie ma co przedłużać, czekać aż będą same powoli wypadać, plątać się po domu, robić bałagan. Z tej okazji zrobiliśmy sobie małą imprezę 😊 W 4 osoby, małe, zaufane grono. Pyszna kolacja, oni – drinki, ja – nutridrinki. Stwierdziłam, że to jedyna okazja żeby zobaczyć siebie na żywo w innych, krótkich fryzurach. Zaczęła się zabawa, najpierw krótkie podcięcie, na którym moi fryzjerzy wygolili sobie swoje inicjały. Później podgolenie, przycięcie, ogolenie, długi irokez, krótki irokez.. Zabawa trwała ze 3 godziny.  Śmieszne było, jak na irokezie miałam jakieś dziwne żele i gumy, po pociągnięciu włosów, te wypadały kępami 😊 Po zabawie wszystko zostało ogolone na łyso, zostawiliśmy tylko trochę na czubku głowy, o długości jakieś 3 mm. Chciałam zobaczyć jak i kiedy wypadną do końca. Wtedy drugi i ostatni raz poryczałam się przez włosy. Ale znowu krótko. Zabawa była niesamowita. Ubawiliśmy się wszyscy, ja i moi osobiści fryzjerzy 😊

bty5

 

 

 

 

 

 

 

 

bty

Po tym ogoleniu było mi bardzo zimno w głowę. Wcześniej kupiłam sobie kilka czapek, (no może kilkanaście). W różnych kolorach, o różniej grubości. Na początku, jakieś 2 noce było mi tak zimno, że nawet spałam w czapce. Nie kupiłam sobie ani jednej chusty. Ani jednej chusty takiej typowej, dla łysych po chemii. Nie chciałam też nigdy peruki, chociaż na początku bardzo mnie namawiali na to w szpitalu. Miałam same czapeczki.

Po kilku dniach zaczęły mi wypadać pozostałe włosy z czubka głowy. Madzia ogoliła mi wtedy wszystko do końca. W czasie całej tej chemii dziewczyny, Madzia i Julia, zgoliły mi włosy jeszcze ze 3 razy. Odrastały trochę, nierówno, w różnych miejscach. Zaczęły też mnie drażnić. Było zimno dlatego musiałam mieć czapkę, włoski trochę przeszkadzały.

Bez czapki zaczęłam chodzić jak zaczęło się robić ciepło, będąc jeszcze łysą. Był to maj. Stwierdziłam, że nie będę się męczyć, jak jest mi gorąco. Moja fryzura nie wzbudzała zdziwienia, nikt się na mnie dziwnie nie patrzył, zresztą nigdy nie zauważyłam „dziwnego” zainteresowania. Widziałam coś odwrotnego, ludzie mnie zaczepiali mówiąc że mam fajną fryzurę, fajną stylówkę 😊 Chłopiec na ulicy powiedział „mamo patrz, łysa Pani”, a nawet raz jak prowadziłam auto ktoś z daleka uznał mnie za chłopaka 😊. Najbardziej podobały mi się moje włoski jak miałam krótkiego jeżyka, na 2 mm. Zrobiłam sobie wtedy sesję zdjęciową, żeby mieć pamiątkę, bo taka okazja może się już nie powtórzyć. W tym też czasie dodano mi do chemii karboplatynę, po której miały wypaść ponownie. Wcale się tym nie przejęłam. Nie wiem dlaczego, ale nie wypadły. Fakt, przerzedziły się trochę na czubku głowy. Teraz rosną bardzo szybko, widać to z dnia na dzień. Ostatnio odwiedziłam też fryzjera, żeby wyrównać tył i trochę wyrównać kolor, oczywiście naturalną farba, bez amoniaku. Włosy jeszcze bez barwnika, na czubku głowy były jaśniejsze, niżej ciemniejsze, i trochę już dziwnie to wyglądało. Obecnie myję włosy szamponem Biowax i stosuje odżywki Wax.

Brwi i rzęsy. Od początku choroby stosowałam olejek rycynowy. Później kupiłam jeszcze Regenerum. Brwi zostały, przerzedziły się jedynie.IMG_3055..., Rzęsy – również przerzedzone. W pewnym momencie miałam dwie długości, krótkie które odrastały i długie które jeszcze nie wypadły. Dziwnie to wyglądało, więc te długie i rzadkie sobie wyrwałam 😊

Na samym początku trochę się tego wszystkiego obawiałam, ale wiedziałam też że grono moich najbliższych będzie mnie taką akceptować. Mężowi to nie przeszkadzało. Czasami mi tylko mówił, że mam zakładać czapkę, bo wtedy wyglądam jak zdrowa, łysina kojarzy mu się z chorobą. Do teraz pamiętam też, jak ktoś powiedział mi przed ścięciem, że będę wyglądać ładnie, bo mam zgrabną głowę. Fakt, mam bardzo zgrabną głowę, często to słyszę 😊

Dziwi mnie jedna rzecz. Na Oddziale chemioterapii większość osób jest łysa lub ma bardzo krótkie włosy. Kobiety jak i mężczyźni. Niestety, będąc tam co najmniej raz w tygodniu spotkałam tylko kilka osób, które nie miały peruki, chustki czy czapki. Dlaczego nawet w gronie swoich, łysych, nie są w stanie swobodnie chodzić bez nakrycia głowy ? Kilka osób też mnie zaczepiało i mówiło „o, mam już też takie włosy jak Pani”. Pytałam wtedy, to dlaczego masz na głowie perukę?

Nie oceniam tych, którzy noszą peruki, której sama nigdy bym nie założyła. Ważne jest, aby każdy z nas, chorych, dobrze czuł się we własnej skórze. Ja swoją przygodę z włosami wspominam bardzo miło. Miałam duży dystans do tego. Nie zamknęłam się w łazience, goląc się i rycząc. Bawiłam się tym. Nie spotkałam się nigdy z niczym przykrym. Jak ktoś chciał zobaczyć jak wyglądam łysa, bez problemu zdejmowałam czapkę i pokazywałam.

Podsumuję to tak. Weźcie przykład ze mnie. Potraktujcie to jako nowe doświadczenie, jako fajną formę zabawy, sprawdzenia siebie. Nie ma sensu płakać nad wypadającym włosem 😊 On i tak odrośnie, a życie toczy się dalej – uśmiech i korzystajmy z niego, z życia 😊

 

Sprawdź również

5 komentarzy

  1. Jesteś kochana niesamowita, wzięłam z Ciebie przykład i również kilka dni przed chemią ściałam długie 40cm włosy na chłopczycę.I czuję się lepiej bo choć w tej kwestii mam coś do powiedzenia

  2. Czytając talie listy pomoglas mi się podnieść bo rano włosy w grzebieniu na poduszce w umywalce to tragedia ale ty jesteś młoda ja mam juz 53 lata i trochę strachu

    1. Jola, głowa do góry! Ja mam 56 lat i po pierwszej chemii zgoliłam łeb na łysoNie zrealizowałam zlecenia na perukę do dziś. Teraz mam już ok 1 cm sierści na głowie i chyba zrzucę tę okropną „chemiczną” chustę. Powodzenia❤️

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *