Moja czerwona chemia – pierwszy etap leczenia 😊

6 lutego, na konsylium, zdecydowano, że moje leczenie zaczynamy od chemioterapii. Już 8 lutego rano wstawiłam się na Oddziale Chemioterapii. Zrobiono mi wszystkie możliwe badania krwi, przebadano dokładnie moje serce. Okazało się że mam bardzo zdrowe, ma wysoką tolerancję wysiłku. Warto było biegać i ćwiczyć. Później lekarze przeprowadzili ze mną wywiad, zbadano mnie z każdej strony, wszystko aby sprawdzić mój organizm przed pierwszym wlewem. Tak minął pierwszy dzień w szpitalu, nic więcej. Następny dzień rano, spotkanie z lekarzem prowadzącym, który wszystko wyjaśnił. Dowiedziałam się też, ze mam silny i młody organizm a nowotwór złośliwy, tym samym wlewy będę dostawać co 2 tygodnie.

Po południu została mi podana pierwsza chemia. Przed tym dostałam leki przeciw wymiotne w kroplówce i Dexaven, steryd w zastrzyku, po którym przez chwilę miałam dziwne mrowienie na karku i miedzy nogami. Pielęgniarki opowiadały, że to mrowienie najbardziej podoba się Panom 😊 Dla mnie były przygotowane dwa woreczki, w zielonej folii. W środku czerwony płyn, zwany czerwoną chemią, AC, czyli Cyclophosphamidum 1098mg.i Doxorubicinum 109,8mg. Po podłączeniu pierwszej położyłam się i zasnęłam, tak reaguję na stres. Obudzili mnie jak zleciało z pierwszego worka. Podłączyli drugi, znowu zasnęłam. Obudziłam się jak już się kończyła. Nie pamiętam dokładnie jak długo to trwało,  około 3-4 godziny.

received_1326618464027883

Po tym powiedziano mi, że mam wziąć prysznic żeby to zmyć i mam się nie zdziwić, bo będę sikać na czerwono. Tego dnia czułam się dobrze, nic mi nie dolegało. Ubłagałam jeszcze pielęgniarki żeby wyciągnęły już wenflon, bo mnie bolało w tym miejscu. Do późna leżałam, czytałam. Zasnęłam około północy. Obudziłam się o 3 w nocy ze strasznymi mdłościami. Pobiegłam do pielęgniarek, dostałam jakiś zastrzyk i znowu zasnęłam. Przed 7 rano ponownie obudziły mnie mdłości, wymiotowałam. Ponownie założono mi wenflon i dostałam znowu jakaś kroplówkę, po której mi przeszło. Tego dnia nie odczuwałam innych dolegliwości, jedynie byłam śpiąca i tylko trochę mnie mdliło. Po południu mogłam już iść do domu. Dostałam tez rozpiskę co mogę jeść, jaka dietę stosować. Oczywiście nie mieli wersji dla wegetarian. Dzień po chemii miałam zacząć stosować 2 leki: steryd Dexamethason, przez 3 kolejne dni i Zofran na mdłości. W piątek o godzinie 17 miałam też podać sobie zastrzyk, Neulasta, na białe krwinki.

received_1326618097361253W sobotę, drugi dzień po chemii, zaczęły się większe problemy z żołądkiem. Nie miałam ochoty nic jeść, Poszłam na zakupy, żeby poszukać, znaleźć coś co będę w stanie połknąć. Niestety samo przebywanie w sklepie, w otoczeniu jedzenia, mnie odrzucało. Pod wieczór zaczęły tez mnie strasznie boleć kości, mięśnie, to po Neulaście. Cały czas też byłam bardzo osłabiona, chciało mi się spać. W niedziele mdłości nasiliły się jeszcze bardziej, do tego nie mogłam patrzeć na nic co jest w kolorze czerwonym.. Dziwne było to uczucie, z jednej strony sterydy po których maiłam ochotę na jedzenie, z drugiej nic nie mogłam przełknąć. Do tego pojawił się wstręt do wszelkich zapachów. Wkurzało mnie nawet mydło do rąk, którego zapach powodował jeszcze większe mdłości. Problemy z żołądkiem przechodziły stopniowo, skończyły się po 5 dniach. W tym czasie pojawiła się nowa dolegliwość, ból gardła. Pomogły pastylki do ssania. Cały czas byłam osłabiona i śpiąca. Tak minęła mi pierwsza chemia, tydzień po wróciłam do pracy.

Kolejne chemie były tzw. dzienne. Rano przyjmowali mnie na oddział, badania krwi, badania lekarzy. Po wynikach okazywało się że jest dobrze.. dostawałam chemię i późnym popołudniem mogłam wracać do domu. Później te same leki plus zastrzyk. Na 2 chemii wykryto mi kolejne guzy, tym samym po tym co dwa dni byłam w szpitalu, na biopsji, na badaniach (szukali przerzutów). W tym też czasie do największego guza w piersi wszczepili mi znacznik, taka małą metalową płytkę.

bty

Przed 3 chemią złożono mi port. Rano wstawiłam się na oddziale, zawieźli na sale operacyjną, wszczepili, założyli kilka szwów. Po tym jeszcze rentgen i zostawili na kilka godzin na obserwacji. Pod wieczór byłam już w domu. Bolało mnie tylko tego dnia, jakby rozrywało mi klatkę. Wzięłam leki przeciwbólowe i przeszło. Po 2 tygodniach zdjęli szwy. Dla mnie bardzo wygodny jest ten port, nie bolą mnie żyły jak wcześniej. Tylko jest problem jak prowadzę ostro auto w terenie i w pasach. Wtedy boli 😊

Samopoczucie z każdą chemią było gorsze. Teraz, z perspektywy czasu, nie pamiętam wszystkich szczegółów. To, co mi utkwiło najbardziej, to straszne mdłości kilka dni po wlewie. Nie byłam w stanie nic jeść, wszystko mnie odrzucało. Jadałam po kawałku kiwi, marchewki.., żeby tylko móc wziąć leki. Nic mi nie smakowało, na nic nie miałam ochoty. Przez te czerwone wlewy miałam straszny wstręt do wszystkiego co jest w płynie i jest koloru czerwonego. Straciłam też całkowicie smak. Nie czułam tego co jem. Śmiali się wtedy ze mnie, że teraz może zacznę jeść mięso. Smak może straciłam, ale nie wzrok, widziałam jeszcze co wkładam do ust. 😊 Cokolwiek zjadłam, czy nawet wypiłam, strasznie mi wysadzało brzuch. Robił się wielki i okrągły. Czasami jeszcze mam tak teraz.  Miałam też strasznie wyczulony węch. Każdy zapach powodował zaraz mdłości. Drażniło mnie mydło do rąk, zapach płynów jak brałam prysznic, mycie zębów. Musiałam wymienić kosmetyki na bezzapachowe. Jak miałam siły chodziłam wtedy na długie spacery, po 5-7 km. Po drodze jakiekolwiek zapachy powodowały zaraz mdłości. Chodziłam często w maseczce, żeby nie łapać zarazków, ale tez żeby zasłaniać nos przed zapachami.

Byłam bardzo osłabiona. Wstawałam rano, po 2-3 godzinach znowu musiałam położyć się spać i tak w kółko. Czasami miałam tak, że nie byłam w stanie wejść po schodach do sypialni. Noc mieszała się u mnie z dniem. Nie mogłam spać po nocy za to w dzień odsypiałam. Nie miałam ochoty i siły leżeć, nie maiłam ochoty chodzić. Raz było mi zimno, znowu za chwile gorąco. Co chwile mnie coś bolało i w to różnych miejscach.

Kilka dni po wlewie zaczynały się problemy z jamą ustną, gardłem i nosem. Miałam afty, rany, grzybiczne zmiany, jakieś stany zapalne. Tak to strasznie bolało, że nie mogłam nic przełknąć i budziłam się w nocy z bólu. Do tego cały czas chciało mi się bardzo pić. Stosowałam różne leki, do płukania, do ssania, ale nic nie pomagało. Po kilku dniach samo przechodziło.

Zauważyłam też że inaczej odczuwam ciepło w dłoniach. Woda, która dla innych była ciepła, dla mnie była gorącą. Szczególnie odczuwałam to na opuszkach palców. Nie mogłam złapać ciepłego kubka, bo wydawał się gorący. Coś dziwnego stało się też z moimi stopami. Nie mogłam chodzić, drażniły mnie wszystkie buty. Jak tylko pochodziłam dłużej robiły mi się na palcach jakieś bąble. Pod paznokciami u rąk wychodziły mi też jakieś czarne plamki, które mam do teraz.

Ta chemia strasznie osłabiła mój organizm. Oprócz głównego problemu, z białymi krwinkami, pojawiły się problemy z nerkami, z żołądkiem, z wątrobą, z sercem, z menopauzą, z poziomem cukru w organizmie. Jak tylko mogłam piłam soki i koktajle witaminowe, oleje, herbaty ziołowe, wodę z mrożoną cytryną. Jadłam bardzo dużo owoców i warzyw. Zapisywano mi witaminy apteczne, jednak żadnych nie brałam. Kupowałam w ekologicznych sklepach lub w internecie naturalne tabletki, z kiszonych buraków, z kiszonej kapusty, naturalną witaminę C.  Wymyślałam i kombinowałam z jedzeniem i dodatkami żeby dostarczyć do organizmu jak najwięcej witamin. Kąpałam się w ziołach, pokrzywie, żeby oczyścić organizm. Dużo czytałam i stosowałam. Nadal stosuje i myślę że przez to wszystko udało mi się już w dużym stopniu podnieść organizm po całym leczeniu.

Jak radziłam sobie z tym najtrudniejszym etapem leczenia ?  Przede wszystkim za każdą chemię kupowałam sobie nagrody. Były nowe buty, nowe sukienki, nowa bielizna, nowy zegarek. 😊Wiedząc też co i kiedy mnie czeka, byłam na to przygotowana, liczyłam dni, kiedy mnie to dopadnie i kiedy przejdzie. Często bywało tak, że mój organizm zaskakiwał mnie swoimi reakcjami, tym co się z nim dzieje. Dziwiłam się wtedy i śmiałam, bo nigdy czegoś takiego nie doświadczyłam. Te wszystkie dolegliwości trwały do 7 dni po wlewie, później zostawało tylko osłabienie organizmu i wracałam do pracy. I tak w kółko. Ostatnia, 4 chemia czerwona, była najgorsza. Organizm miał już dość. Z tego wlewu wychodziłam dłużej, jakieś 1,5 tygodnia.

Wszystko można znieść i przeżyć, należy się do tego odpowiednio nastawić. Dla mnie najważniejsze było to, że pocierpię kilka dni i wrócę do żywych. Nie do końca słuchałam też lekarzy, którzy wmawiali mi, że mam się oszczędzać i dużo odpoczywać. Jeśli mój organizm miał ochotę odpoczywać, odpoczywałam, jak miałam siły chodziłam na spacery, pracowałam. Robiłam prawie to samo co przed leczeniem, kino, zakupy, imprezy, koncerty, rajdy w terenie itp.. Często mi się za to obrywało, od troskliwych i od lekarzy, ale nie dałam się ograniczyć, w żaden sposób. I nie dam. 😊

Były też plus tej chemii. Zawsze miałam wysuszoną skórę, po tym stała się gładka i nawilżona. Nabrała też bardzo fajnego koloru, niestety zniknął już. 😊

Podczas tego leczenia miałam przy sobie kilka bardzo bliskich mi osób, przede wszystkim męża, z którymi łatwiej było to znieść. Byli zawsze ze mną, pomagali mi. Nauczyli się, że nie mają się litować ani żałować. Mają być, bo z nimi lepiej, mają zachowywać się normalnie i śmiać się ze mną. Śmiać się z tego co wyrabia mój organizm. Czasami Ci najbliżsi zapominali że jestem chora i nie wszystko mogę… Wtedy też kilka razy usłyszałam, ze mam chyba raka w mózgu, bo żartuję z tego wszystkiego. Ta czerwono chemia nie była dla mnie łatwa. Gdybym musiałam wziąć ją ponownie, nie wiem czy bym nie odmówiła… Ostatnio usłyszałam o tym że jest nazywana paliatywną.. Chyba nie jest aż tak źle. 😊

Po trzech tygodniach po tej miałam zacząć cykl 12 x biała. Ale o tym później .. 😊

Sprawdź również

7 komentarzy

  1. Bardzo podoba mi się Twój styl, w konkretny, pozytywny, bez użalania się, chociaż na pewno było i jest Ci czasami ciężko.
    Moja mama przechodzi po raz drugi chorobę i ma podobne podejście. Życzę zdrowia!

  2. Heej pani pozytywna 🙂
    Mam 29 lat i właśnie jestem tydzień po pierwszym wlewie czerwonej. Mam nadzieję przeżyć ten cały „cyrk” wyzdrowiec i wyjść z tego wszystkiego mądrzejsza. Mam pytanie na temat portu – jak odczucia przy zakładaniu? Mam zabieg we wtorek i trochę się cykam… Pozdrawiam!!

      1. Moja Mama jest po zmianie chemii właśnie na czerwoną. Wcześniejsze chemie które przyjmowała – po tygodniu już wypadaly. Miała przerwę. Włosy zdążyły odrosnac. Teraz ani nie wypadają ani nie rosną.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *