Moja mastektomia 😊

Moje leczenie rozpoczęło się chemioterapią, mimo że od początku było wiadomo że i tak czeka mnie operacja, prawdopodobnie mastektomia. Była poniekąd mowa o częściowej, ale po co zachować jej część, skoro było w niej źle. Guzów było za dużo, za duże i rak za złośliwy. Wolałam usunąć całość i pozbyć się całkowicie raka. Nie szukałam nawet szansy na to, aby pozostawić część piersi. Uznała, że jest mi to niepotrzebne, że lepiej pozbyć się całości. Potwierdzeniem tego były późniejsze wyniki genetyczne. Przez mutacje genów tak bym ją szybko usunęła. To samo z węzłami. Mogłam usunąć kilka, poczekać na wyniki i może kolejna operacja, bo nie wszystko usunięte. I znowu po co ? Po rozmowie z lekarzami zdecydowałam się na usunięcie wszystkiego, na mastektomię radykalną.

Do samej myśli o mastektomii przyzwyczaiłam się dość szybko. Sama nie wiem dlaczego, ale nie robiłam z tego żadnego lamentu. Utną mi i już. Nie było też możliwości usunięcia wraz z rekonstrukcją, gdyż prawdopodobnie czeka mnie jeszcze radioterapia. Co dokładnie, będę wiedzieć za kilka dni, po wynikach hispatologicznych. Z informacji jakie uzyskałam od lekarzy, rekonstrukcję będę mogła zrobić za rok. Wszystko zależy od tego, jak dalej potoczy się moje leczenie. Jeszcze niczego nie szukałam związanego z rekonstrukcją. Jak przyjdzie czas i chęć, wtedy się tym zajmę.

Jak już pisałam, do samej operacji podeszłam bez żadnego stresu. Była to moja druga operacja, więc wiedziałam miej więcej jak to wygląda, jak sama premedykacja itp. Wieczorem, w dzień poprzedzający operację, stwierdziłam, że nie mam zdjęć swojego cycka. Zamknęłam się w szpitalnej łazience i zrobiłam sobie kilka selfie. Nie dlatego że czegoś żałowałam, że się żegnałam z tą piersią, że będę za nią tęsknić.. tak po prostu miałam ochotę sobie zrobić, żeby mieć. Chciałam też wiedzieć ile waży mój cycek, żeby mi zważyli jak utną. Niestety powiedziano mi, że nie są w stanie tego zrobić. Lekarz tylko określił jego ciężar na oko, na około 1-1,5 kg. Ponoć na wynikach hispatologii będzie podany ciężar. 😊

Po operacji nic nie mogłam zobaczyć, wszystko miałam oklejone. Na drugi dzień zdjęci mi plastry i zmienili na bandaże. Cieszyłam się wtedy, bo w końcu mogłam zobaczyć jak to wygląda. Zwykłą moja babska ciekawość. Szybko mnie owinęli w bandaż i nie mogła za bardzo obejrzeć. Na drugi dzień rano, poprosiłam lekarza i pielęgniarki, żeby zmienili mi ten bandaż na top z gazą. Wtedy dopiero miałam czas żeby sobie to dokładnie obejrzeć. Mam szew od jednej piersi aż po połowę pachy. Piękny, duży, równy szew. Samo cięcie, to co zostało mi zrobione i jak to wygląda w żaden sposób mnie nie przeraziło. Zrobiłam sobie wtedy jeszcze kilka zdjęć 😊 Zobaczyłam też, ze moja sylwetka bez piersi, z prawej strony, jest fajniejsza, smuklejsza. 😊

toJak wygląda moje życie po mastektomii? Wygląda tak samo jak przed. Wiadomo, że przez jakiś czas muszę uważać. 😊 Fizycznie i psychicznie nadal jestem kobietą i nie czuje się przez to w żaden sposób gorsza. Dzień po operacji odwiedziła mnie bliska osoba, kobieta. Fajnie że zapytałaś, czy teraz nie czuje się mniej kobieca. Nie, nie czuję. To jak wyglądam jest dla mnie ważne, ale odjęcie piersi nie spowodowało mu mnie utraty kobiecości. To też jak siebie pojmujemy i jakimi akceptujemy, powoduje, ze nasze otoczenia również nas tak postrzega.

Samo moje doświadczenie ze szpitalem, z cyckiem, który próbowali mi wypchać watą, pokazuje, ze wiele kobiet bardzo cierpi z tego powodu. Dlaczego pielęgniarki kilka razy upierały się żeby włożyć mi ta watę? Miałam 3 takie próby, za każdym razem przez inną pielęgniarkę. 😊 Nie krytykuję ich, ani innych kobiet, które się na to godzą. Nawet fajnie że o tym myślą. Ja po prostu tego nie potrzebowałam. Każda z nas ma swoje przeżycia z tym związane, które bardzo szanuję. Raczej zwracam uwagę na naszą świadomość, naszego otoczenia, na to że boimy się pokazać bez piersi. Obecnie, kilka dni po wyjściu ze szpitala, przebywam wśród ludzi, chodzę po mieście, na zakupy, do kawiarni i cały bez tej waty. I znowu, tak jak w przypadku łysiny i króciutkich włosów, nie widzę żeby ktoś dziwnie się na mnie patrzył. Może też podświadomie nie ukrywam tego, bo wiem że mogę w ten sposób pomóc. Zdarzyło się, że ktoś to zauważył, zaczepił, zapytał i wiem że nasza rozmowa pomogła tej Pani w zrozumieniu tego co ją czeka. 😊

Oczywiście przy wyjściu ze szpitala otrzymałam „bon” na protezę piersi. Zapytałam lekarza, czy muszę mieć protezę. Twierdzi, ze powinnam. Jest różnica ciężaru ciała i mogę mieć problemy z kręgosłupem.

Podczas pobytu w szpitalu odwiedziła mnie Amazonka. Pani w wieku może 65 lat. Zapytała co miałam robione, po czym zerknęła na moją kartę. Jedyne co usłyszałam, to „o Boże, taka młoda”. 😊 Uśmiechnęłam się na jej reakcję i jakoś tak dalej nie miałyśmy już o czym rozmawiać. Zostawiła mi tylko kilka ulotek. Zastanawia mnie, dlaczego takie osoby spotykają się z kobietami po operacjach. Czy takie osoby nie powinny być wsparciem dla siebie?

Cały czas zastanawiam też się nad sobą, dlaczego ta amputacja nie wywarła na mnie złego wrażanie. Dzisiaj nawet, patrząc w lustro, o tym myślę. Może zacznę coś czuć negatywnego jak całkowicie zdejmą mi opatrunek, usuną szwy? Mam już an to lekarstwo, zrobię sobie wtedy kolejną sesje zdjęciową.😊 Nie patrzyłam tez jeszcze za protezami, za bielizną dla Amazonek. Przyjdzie czas to sprawdzę, teraz nie mam nawet kiedy… wiecznie zabiegana. 😊

Każde z tych przeżyć traktuje jako nowe doświadczenie, które nie każdemu jest dane. 😊 Cały czas mam też w głowie, że moja choroba, to co się ze mną dzieje, wcale nie jest takie złe. Inni mają gorzej. Nie żebym się tym pocieszała, ale to powoduje, że nie lituje się nad sobą. Ostatnio mój mąż powiedział, że samo usunięcie piersi, mniej martwi mnie, niż niektórych z mojego otoczenia. 😊

Spotykam wiele dziewczyn, kobiet, po mastektomii jednej piersi, dwóch, po usunięciu guza. Każda z nas przeżywa te straty indywidualnie, jedne bardziej, inne mniej. Nie neguję żadnej z was, każda ma prawo do przezywania swojej straty tak, jak ma na to ochotę. U mnie wygląda to tak jak opisałam.

Pochowałam też wszystkie staniki w głąb szafy. Nie z żalu, z bólu. Dlaczego mają mi się plątać skoro nie są mi teraz potrzebne. 😊

Sprawdź również

4 komentarze

    1. Jak tak patrzę na siebie to przyznam że masz racje 🙂 Przy mojej wielkości na leżąco jest prawie symetrycznie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *