Moje życie po raku 😊

31 października o godzinie 16:15 skończyłam leczenie tego pieprzonego raka !!! Ostatnia radioterapia z 20 jakie miałam zalecone. Wielka radość połączona ze zmęczeniem. Zmęczyło mnie to wszystko, 10 miesięcy leczenia i bieganiny, od lekarza do lekarza ( w sumie było ich 7, każdy o innej specjalizacji), od badania do badania.. Nie było tygodnia żebym nie była w szpitalu..

Cieszyłam się kilka godzin. Biorąc prysznic zauważyłam jakieś zgrubienia w drugiej piersi, w podobnym miejscu co w tej prawej. Sparaliżował mnie strach. Gdzie znowu to samo? Przecież dopiero co skończyłam. Zaraz zaczęła się lawina skojarzeń. Ostatnio zaczęła mi drętwieć lewa ręka, gorzej się czuje, osłabiona, przeziębiona, bolą mnie kości, mdli mnie. Podobnie się czułam zanim zachorowałam. Zaczęłam sama się nakręcać. Walczyłam ze swoimi myślami. W sumie osłabiona jestem po radio, lewa strona mi nawala bo nie nosiłam protezy żeby nie podrażniać miejsca naświetlań, osłabiona jestem po antybiotykach i po radio… po co szukam już czegoś ? Dzień wcześniej miałam robiony rezonans piersi, już profilaktycznie. W czwartek zadzwoniłam zaraz do lekarza. Liczyłam, że powie że w tak krótkim czasie nie ma możliwości przerzutu. Usłyszałam tylko, że musimy czekać na wynik. Z czasem przestałam się wkręcać, nie ma co martwic się na zapas. Wbijałam sobie skutecznie do głowy, że to pewnie jakaś torbiel lub po prostu zgrubienie. Gdzieś z tyłu głowy mały strach jeszcze był. Dostałam wynik po 8 dniach. W lewej piersi nie ma zmian złośliwych. Zgrubienia to tłuszczyk. 😊 Takie utkanie piersi.

Radioterapie potraktowałam z góry jako ten najlżejszy etap leczenia, ale zaskoczył mnie.  W sumie to zabicie wszystkich możliwych mikroprzerzutów w okolicznych węzłach, zapobiegawczo. Miałam 20 naświetlań. Szybko na tzw. „strzał” po czym na trening, na zajęcia, do pracy, na spotkania. Cały czas w biegu. Nie odpuszczałam niczego bo w sumie dobrze się czułam. Sama anemia nie była dla mnie przeszkodą. Wiedziałam co mam robić żeby się jej pozbyć. W połowie radio zaczęłam się gorzej czuć. Do tego dopadło mnie straszne przeziębienie. Musiałam wziąć antybiotyki. Spiekło mnie. Jestem czerwona w tym miejscu, piecze i boli. Bolą tez kości w tej okolicy. Ogólnie jestem bardzo osłabiona. Jest to też efektem całego leczenia. Czekam tylko i walczę, aby siły wróciły.😊

dav

1 listopada powiedziałam, że w sumie udało się w tym roku i nie musieliście zapalać świeczki na moim grobie. Dla mnie śmierć stała się sprawą naturalną. Przez ostatnie kilka miesięcy oswoiłam się z ta myślą Tym bardziej jak się było już blisko. Wiem jak i gdzie chce być pochowana. Zaraz pomyślicie, co ona odpierdala… Nie mam zamiaru umierać ale dobrze i to mieć zaplanowane 😊  Przecież wszystkich nas to czeka, wcześniej czy później.. Przebywam teraz w środowisku raka i niestety co chwile słyszę że kogoś zabiera ta choroba. Mi już kiedyś zabrała bardzo bliskie osoby. Teraz zabiera bardziej lub mniej znajome, koleżanki. Myślę wtedy, ile mogły jeszcze w życiu zrobić, kogo zostawiły. Myślę też wtedy o sobie. Wiele się nauczyłam przez te kilka miesięcy. 😊

Kilka tygodni temu ktoś mnie zapytał, czy nie czuje się teraz jak tykająca bomba. Genetyk mówi, że fajnie że usuwam wszystko, ale jeszcze mogę dostać przez geny nowotwór otrzewnej i blizn… trzeba pomyśleć też o miednicy. W sumie od piersi może być przerzut do kości, płuc, wątroby. Mdłości, wstręt do jedzenia (tylko nie do słodyczy niestety 😊)  to nie są zaraz przerzuty do wątroby ale skutek radio i tego co jem, bo kombinuje ile mogę żeby wzmocnić organizm. Bóle kości są skutkiem chemii i radio, nie zaś raka w tych miejscach. Zostało mi jeszcze podniesienie organizm, co jakby się uprzeć można pomyśleć że cos złego już się dzieje. Wyniki na granicy normy lub poniżej. Zwariować można jak zacznie się szukać już podejrzanych objawów.😊 Pacjentem onkologii będę już zawsze. Wstępnie, przez najbliższe lata, co 3 miesiące badania kontrolne, Został mi jeszcze ten gen BRCA1 i związana z nim profilaktyka. 5 grudnia operacja ginekologiczna, 20 listopada jestem już na pierwszej konsultacji w Gdańsku w sprawie amputacji i rekonstrukcji. Nie mogę się doczekać. Zawsze gdzieś pozostanie nam strach nawrotu choroby. Każda konsultacja u onkologa może oznaczać koniec na nowo odzyskanej wolności. Nie mam zamiaru przejmować się tym teraz. I wiem już na pewno, ze nie będę panikować przed każdym badaniem kontrolnym. Po co martwic się na zapas ?

Rak miał pozytywny wpływ na moje życie. Wszystko stało się lepsze. Inaczej postrzegam wiele rzeczy, zmieniły się priorytety. Trudno mnie wkurzyć, zdenerwować. Nie ma już paniki, pośpiechu. Zwycięstwo nad rakiem pozwoliło mi uwierzyć w swoje możliwości, stałam się odważniejsza. Teraz cieszę się każdym dniem. Cieszę się że wstaję, idę do pracy. Cieszę się że jest sobota, niedziela. Zauważam rzeczy na które wcześniej nie zwracałam uwagi. Zaczęłam nowe i lepsze życie. Wszystko tak jakoś stało się pozytywne. 😊 Mówiłam już Wam, że odkąd zachorowałam, wszystko mi się udaje? Mam niesamowite szczęście. 😊 Nie mam problemu z powrotem do rzeczywistości, do normalnego życia, bo starałam się, żeby mimo tego wszystkiego moje codzienne życie było takie samo.

Przez całe leczenie nie korzystałam z pomocy psychologa. Nawet mi tego nie proponowano. Starałam się sama pracować nad swoim nastawieniem i nad swoim mózgiem. Czasami była to bardzo ciężka praca. Były momenty kiedy ryczałam i nie miałam siły ani ochoty już na nic. Jednak więcej było tych lepszych. Przede wszystkim dzięki Wam. Wiele Wam zawdzięczam, pomagaliście mi skutecznie. Najbliżsi, mąż, przyjaciele i znajomi – nazbierało się Was wielu. Blog, samo to że mogłam się tutaj wygadać, bardzo mi pomagało. Przez to poznałam wiele fajnych babek. W szpitalu poznałam również kilka dziewczyn, uwielbiam z nimi spędzać czas. Widzę jak każda z nas zmienia się fizycznie. Zaczynamy zdrowieć, nabieramy kolorów. Nie jesteśmy już opuchnięte, nasza cera nie jest już szara i przeźroczysta jak bibuła.

Pamiętajcie wszyscy, że nadal jesteście mi potrzebni, myślę że teraz nawet jeszcze bardziej. Pamiętajcie też, że jeśli ja jestem Wam potrzebna, to zawsze chętnie pomogę. Mam za sobą nowe doświadczenia, wiem teraz więcej  i chętnie się tym podzielę. Nie mówicie już, że nie chcecie mi zawracać głowy, bo dosyć mam swoich problemów. Nie mam żadnych.

Nie pytajcie już proszę jak się czuję. Zawsze mówiłam że dobrze, teraz zawsze usłyszycie że doskonale. 😊

O chorobie zawsze będą przypominały mi włosy i blizny. Finał tego wszystkiego jest lub będzie lepszy. Zobaczyłam że w długich włosach wcale nie wygląda się bardziej kobieco, no i cycki będę miała ładniejsze, na zawsze 😊

Większą cześć tego tekstu napisałam przed otrzymaniem wyniku rezonansu. Dokończyłam z innej perspektywy – osoby całkowicie zdrowej ! Bo życie jest zajebiste 😊 Jest pięknie, nie narzekaj!

Sprawdź również

1 komentarz

  1. Życie Aniu to najpiękniejszy dar, jaki dostaliśmy, a wszystko, co nam się w życiu przydarza ma swój cel i uwaga – zawsze ten cel jest dla nas pozytywny. Po deszczu zawsze wychodzi słońce, dlatego gdy pada, po prostu napijmy się w domu z Przyjaciółmi pysznej nalewki :)i cieszmy się, że nasz ogródek będzie podlany 🙂
    To takie frazesy, a przez niektóre osoby niedoceniane.
    Gdyby nie pewne sytuacje w naszym życiu, nigdy nie poznałabym Kostka, nigdy nie miałabym Ziemniaka i nigdy nie miałabym swojej firmy 🙂
    Zawsze gdy wydarza się coś, co z obiektywnego punktu widzenia jest „nieszczęściem” to znak, ze powinniśmy rozłożyć ręce (albo jedną ;)) i powiedzieć: No życie, to czekam teraz na prezenty 🙂 I one zawsze do nas przychodzą 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *